Kiedy nasz nauczyciel przygotowywał prezentację akcesoriów niezbędnych do wabienia, my postanowiłyśmy przygotować biesiadę zaplanowaną na zakończenie spotkania. Skutek tego był taki, że zwabione kuszącymi zapachami przysmaków przygotowanych przez koleżanki, warsztaty rozpoczęłyśmy od … ziemniaczanej babki, którą Ania przywiozła jeszcze gorącą. Do tego Irenka zaserwowała doskonały pasztet z dzika i ogóreczki z własnego ogrodu pachnące koprem . Po takich smakowitościach , Paulina stwierdziła , że czas na deser . I chociaż na początku , wszystkie zdecydowanie protestowałyśmy, to kiedy postawiła przed nami wielki sernik, takiej pokusie nie mogłyśmy się oprzeć. Na bigos z grzybami i kiełbaski, nie było już miejsca, więc został na później. Dopiero po tej uczcie, przyszedł czas na edukację.

 

Sytuacja była o tyle komfortowa, że Maciej Chotecki , to prywatnie mąż Ani , a że oboje polują i wabią , więc to o czym mówił Maciek , Ania od czasu do czasu potwierdzała przykładami z własnego doświadczenia. Wykładowca zachwycił nas swoją wspaniałą wiedzą i niezwykle przystępnym sposobem wprowadzania Dian w tajniki wiedzy tajemnej. Mówił o broni, amunicji i akcesoriach pomocnych w polowaniu na drapieżniki. Odpowiednim miejscu do wabienia, maskowaniu się i taktyce , podkreślił też , że najważniejsze w tym wszystkim , to umiejętność wsłuchiwania się w odgłosy lasu .

 

Niezwykła atmosfera tego spotkania sprawiła , że kilka wspólnie spędzonych godzin minęło niepostrzeżenie. No i najważniejsze - załapałyśmy bakcyla . Postanowiłyśmy więc indywidualnie zgłębiać nabytą wiedzę, a na następnych warsztatach - jesiennych, które zamierzamy zorganizować podczas rykowiska i w łowisku, wymienimy się naszymi skromnymi doświadczeniami pod fachowym okiem Maćka. Cieszymy się też bardzo , że do naszego Klubu dołączyła przyszła Diana , obecnie jeszcze kursantka - Sylwia.

 

W tych dniach , była też okazja , żeby naszej Koleżance , Helenie Burel , osobiście wręczyć dyplom potwierdzający Jej Honorowe Członkostwo w PODLASKIM KLUBIE DIAN i znaczek upamiętniający nasze pierwsze spotkanie . Wyróżnieniem tym była bardzo wzruszona i z sentymentem opowiadała o swojej łowieckiej przygodzie , którą rozpoczęła 50 lat temu , ale o tym napiszę oddzielnie, bo Pani Helena, to Diana, której warto poświęcić dużo więcej czasu i oddzielny rozdział. Darz Bór!

 

Alicja Milewska

Prezes PODLASKIEGO KLUBU DIAN

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.